To nie była zaplanowana sesja.
Jechałem przez Alpy i zatrzymałem się na chwilę, bo światło zaczęło zmieniać góry w coś zupełnie innego. Chmury przesuwały się powoli, odsłaniając fragmenty szczytów tylko na kilka sekund.
W takich momentach nie planuje się fotografii. Trzeba po prostu patrzeć i być gotowym.
Balony pojawiły się nagle – jakby ktoś umieścił je w kadrze specjalnie. Przez chwilę wszystko ułożyło się idealnie: światło, chmury i przestrzeń.
Te zdjęcia są zapisem kilku minut, które mogły wydarzyć się tylko raz. To właśnie za takie chwile kocham fotografię.
W fotografii najważniejsze nie jest miejsce, ale uważność.
Czasami najciekawsze obrazy pojawiają się wtedy, kiedy się ich nie planuje.